Czytelnia

Avatar

MEGANIZM

PRZECIWDZIAŁANIE

Poznaliśmy tego pana na imieninach u Pataszońskich. Pan miał ochotę pogawędzić sobie o sztukach pięknych, rzucił nawet jakąś uwagę o sztuce teatralnej, której nie znaliśmy nawet ze słyszenia, na szczęście poeta Rosłanek błyskawicznie ocenił grożące nam niebezpieczeństwo.
Sprawy kulturalne nudzą nas od lat i jeżeli robimy czasami wyjątek dla jakiegoś tematu, to  jest nim życie erotyczne poetessy Kazimierczak.
- Wypijemy sobie po kieliszeczku! – rzekł Rosłanek.
- Cudowny pomysł – ucieszyła się baronowa Sołowiejczyk.
- Kapitalna myśl! – podtrzymał Rosłanka poeta Koszon. – Kieliszek żytniówki i zakąsimy śledzikiem.
Szybko podaliśmy panu kieliszek. Wypił, zakąsił, później wyjął z bocznej kieszeni 20 złotych i przełożył do kieszeni spodni.
- Jeszcze raz to samo! – zawołała baronowa.
Wypiliśmy z przyjemnością. Pan też wypił, przełożył dwudziestaka z bocznej kieszeni marynarki do kieszeni w spodniach i zaczął się rozglądać, czym przekąsić.
- Plasterek boczku? – zaproponowała baronowa.
- Z przyjemnością – powiedział pan i przełożył dwadzieścia złotych z jednej kieszeni do drugiej.
- Teraz po kieliszeczku, tylko szybko, bo bigosik wystygnie – rzekł poeta Koszon.

- Ogólnezdrówko!
Zaczęło być sympatycznie. Po chwili pan wyjął sto złotych i zmienił u prezesa Szczawnicy na drobne. Dwadzieścia złotych ulokował w kieszeni spodni, resztę w bocznej kieszeni marynarki.
Zapaliliśmy. Pan też zapalił i znów przełożył dwadzieścia złotych do spodni. Powtórzyło się to jeszcze dwa razy przy żytniówce i raz przy torcie.
- Co pan wyrabia z tymi pieniędzmi? – zainteresowała się baronowa.
Pan sposępniał.
- W zasadzie nie powinienem pić, palić, jadać słodyczy i tłustych potraw. Ilekroć odstępuję od tej zasady, płacę grzywnę w wysokości 20 złotych. Kieszeń na grzywny jest w spodniach, w bocznej kieszeni marynarki mam pieniądze przeznaczone na bieżące wydatki, a centralną kasę w portfelu.
- Bardzo pomysłowe – powiedziała baronowa. – Sam pan to z głowy wymyślił?
- W pewnym sensie – odparł pan. – Grzywny wpłacam raz dziennie do kasy centralnej, która zasila z kolei boczną kieszeń w marynarce. Wpadłem na to, kiedy Państwowa Wytwórnia Utensyliów wpłaciła wysoką karę do skarbu państwa za zanieczyszczenie wód w rzece Pilejce.
- Pomaga? – spytał poeta Rosłanek.
- Nie – powiedział pan. – Pomagać nie pomaga, ale mam przynajmniej czyste sumienie wobec siebie. Przeciwdziałam, coś się dzieje, nie siedzę z założonymi rękami.
- I to jest najważniejsze – rzekł poeta Koszon. – Pańskie zdrowie!
- Dziękuję – rzekł pan. – Z przyjemnością.

MEGAN(Anatol Potemkowski)

SZPILKI nr? Rok ok. 1972

Powrót

Komentarze

2012-02-21 09:41:53 piotr_cichy :
Równie sensowne są jednoosobowe spółki skarbu państwa... :D
2012-02-19 22:26:19 Jasminowa_Ania :
Jakoś dziwnie kojarzy mi się ten tekst z obecną polska gospodarką :D